środa, 24 sierpnia 2016

Recenzja: "Stalowe serce" Brandon Sanderson


"Dziesięć lat temu pojawiła się na niebie Calamity. Był to impuls, który sprawił, że niektórzy ludzie zaczęli się zmieniać i przejawiać niezwykłe umiejętności. Zdumione społeczeństwo nazwało ich Epikami.
Epicy nie są przyjaciółmi gatunku ludzkiego. Niezwykłe zdolności sprawiły, że odczuwają wielkie pragnienie sprawowania władzy. Ale żeby rządzić ludźmi, trzeba skruszyć ich wolę. W mieście znanym niegdyś jako Chicago niewiarygodnie potężny Epik zwany Stalowym Sercem sprawuje rządy Imperatora. Posiada ogromną siłę i potrafi kontrolować żywioły. Nie można go pokonać. Nikt nie podejmuje więc walki... Nikt prócz Mścicieli.

Nazywam się David Charleston. Nie jestem Mścicielem, ale zamierzam się do nich przyłączyć. Mam coś, czego potrzebują. Znam jego sekret. Widziałem jak Stalowe Serce krwawi."        źródło

Twórczość Brandona Sandersona nie jest mi obca i zdecydowanie należy do moich ulubionych. Dziś z chęcią przybliżę Wam, jego pozycję, z którą ostatni spędziłam trochę czasu. Co ważne akcja "Stalowego serca" dzieję się na Ziemi, a nie tak jak "Z mgły zrodzony", czy "Droga królów" - na jednej z planet we wszechświecie zwanym Cosmere.

Pomysł na fabułę od razu przypadł mi do gustu. Epicy, zagadkowi, okrutni i fascynujący zarazem wywoływali nie mały dreszczyk emocji u czytelnika. Dodatkowo zagadkowa Calamity tworzyła naprawdę fascynującą atmosferę. Jednak w książce nie pasowało mi trochę to, że część imion Epików została przetłumaczona z języka angielskiego, a pozostała nie. Uważam, że lepiej by było gdyby były one po prostu, w jednej wersji językowej.

Główny bohater książki - David należy do grona tych nielicznych, naprawdę dobrze stworzonych postaci. Podobało mi się w nim to, że potrafił wziąć sprawy w swoje ręce. Potrafił zachować zimną krew, nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Wytrwale dążył do celu i sam zawzięcie pracował na swój sukces. Oczywiście nie był to bohater bez wad, ale jak mało kto miał jasny cel w życiu i umiał zaryzykować by go osiągnąć. Warto zwrócić też uwagę na zespół Mścicieli do którego dołączył. Spodziewałam się, że ekipa będzie trochę większa, z kolei nie sądziłam, że będzie aż tak skuteczna.

Zakończenie powieści było naprawdę ciekawe, jak i nietypowo zaskakujące. Nigdy nie pomyślałabym, że Sanderson będzie zdolny do sprawienia czytelnikowi takiej niespodzianki (choć po przeczytaniu "Bohatera wieków" to w sumie wszystko jest możliwe). Z wielką chęcią będę kontynuować tą serię, a drugi tom pod tytułem "Pożar", mam nadzieję, że już niedługo zrecenzuję.

Tytuł: Stalowe serce
Autor: Brandon Sanderson
Seria: Mściciele tom 1
Wydawnictwo: Zyski i S-ka
Ilość stron: 444
Ocena: 9.5/10
Autorka recenzji: Alice


2 komentarze:

  1. Ta książka chodzi już za mną od dłuższego czasu, jestem ciekawa co też kryje treść.^^
    (a ja zawsze myślałam że książka ma coś około 400 stron^^)
    Świetna recenzja! :)
    Pozdrawiam ~ Bacha
    dostatniejstrony.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Dopóki nie przeczytałam też nie spodziewałam się, że to prawie 450 stron. Książka na tyle nie wygląda oraz szybko i lekko się ją czyta. Gorąco polecam :)
    Pozdrawiam Alice

    OdpowiedzUsuń

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.