"Eve" Anna Carey

Udostępnij ten post

„Szesnaście lat temu zabójczy wirus zmiótł z powierzchni Ziemi niemal wszystkich jej mieszkańców. Świat stał się śmiertelnie niebezpiecznym. Osiemnastoletnia Eve nigdy nie wyszła za pilnie strzeżony teren zamkniętej szkoły. Szkoły, w której nie ma mężczyzn i chłopców. Gdzie ona i dwieście innych dziewcząt przygotowuje się do roli elity Nowej Ameryki. Ale w przeddzień ukończenia szkoły, Eve odkrywa szokującą prawdę o prawdziwym celu tej nauki, i o przerażającym losie, jaki czeka ją samą.
Ucieka z jedynego domu, jaki znała. Rozpoczyna długą, ryzykowną wędrówkę w poszukiwaniu miejsca, w którym będzie mogła przetrwać. Podczas tej podróży spotka Arden, swoją rywalkę ze szkoły, i Caleba, twardego, buntowniczego chłopaka, który wie, jak przeżyć. Odizolowana przez całe życie od mężczyzn, Eve została nauczona, że nie wolno im ufać. Lecz Caleb powoli zdobywa jej zaufanie… i jej serce. Obiecuje ją chronić, lecz kiedy wojsko zaczyna ich ścigać, Eve musi wybierać pomiędzy życiem, a miłością…”

Trudno mi jest ocenić tą książkę, ponieważ jest ona dość dziwna. Pomysł dość oryginalny oraz ciekawy, a wykonanie słabe i niedopracowane. Czułam się jakby ktoś mi dał szkic świetnej powieści. I to nie jest dobre uczucie. Mimo wszystko książka nie była najgorsza. Tekst jest prosty i zwięzły. Może trochę za prosty. Jednak jeśli boli kogoś głowa to jest bardzo dobra książka. Zabrakło mi opisów, w ogóle nie wiedziałam jak wygląda świat przedstawiony. Dawałam mnóstwo swoich opisów światowi oraz bohaterom, ponieważ bardzo mało o nich wiedziałam. Akcja nie pędziła, ale też nie toczyła się powoli. Była w miarę uregulowana.

Historia zaczęła się w przeddzień zakończenia szkoły i pójścia za mur kształcić się i pracować. Eve nie może już się doczekać, kiedy wyjdzie i zacznie być malarką. Dziewczyna widzi Arden, która jest zaniepokojona i za chwilę znika gdzieś za rogiem. Eve postanawia za nią iść i wtedy widzi, jak jej koleżanka przebiera się w strój strażniczki i zamierza uciec. Arden mówi jej, że tak naprawdę czeka ją inna przyszłość, niż sobie ją wymarzyła. I tej nocy nie może spać i przepływa przez jezioro. I tam przez okno wielkiego budynku widzi ciężarne dziewczyny, które leżą w strasznych warunkach. Wraca do szkoły i bierze rzeczy i ucieka. Za murem czeka ją wiele niebezpieczeństw i miłość.

Eve jest znienawidzoną przeze mnie bohaterką. Była nudna i głupia.Jeszcze na dodatek opowiadała tą historie. Wiadomo w szkole uczono ją dziwnych rzeczy, ale była tak naiwna. Niestety nie miała tego, czego na przykład miała Tris z Niezgodnej. Nie miała sprytu i odwagi. Niestety myślałam, że będzie to bohaterka, która mimo, że niczego za bardzo nie potrafi, to swoją charyzmą podbije moje serce. Szkoda, że tak się nie stało.

Caleb już lepiej widać, że autorka chwilę się nad nim posiedziała i bardziej go dopracowała. Z drugiej strony nie wyróżniał się niczym specjalnym. Nie miał swojej cechy rozpoznawczej. Umiał walczyć, polować, był wysportowany. Wszystko już było. Oczywiście nie za bardzo wiem jak wygląda ten oto chłopak. Szkoda, szkoda. Jednak miał swoją historie, o tym jak uciekł z obozu pracy dla chłopców.

Wybawieniem tej książki była dla mnie Arden. Nie była idealnie zbudowaną bohaterką. Miała zalety i wady, jak normalny człowiek, a nie jak dwie osoby powyżej, które były idealne bez wad. Arden również była zdolna do wielkich poświęceń. Przy końcu pokazała to i bardzo urosła w moich oczach. W sumie najwięcej złego podczas całej książki. Na początku wydawała się być złym charakterem, który będzie przeszkadzał Eve, ale okazała się być dobrą i cudowną przyjaciółką.

Ostatnie rozdziały nie były jakieś zachwycające. Nudziłam się strasznie. Jak mi wiadomo jest druga część, ale nie została wydana jeszcze w Polsce (hm… ciekawe dlaczego). Nie za bardzo polecam tą książkę, ponieważ nie chcę żebyście przeżyli taki sam zawód jak ja.

Tytuł: Eve
Autor: Anna Carey
Seria: Eve cz. 1
Wydawnictwo: Amber
Stron: 301
Ocena: 4/10
Autorka recenzji: Hayles


Ps. Mam nadzieję, że podoba Wam się moja recenzja. Zostawiajcie swoje oceny w komentarzach.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz