Recenzja: "Zieleń Szmaragdu" Kerstin Gier

Udostępnij ten post

źródło
„Co robi dziewczyna, której właśnie złamano serce? To proste: gada przez telefon z przyjaciółką, pochłania czekoladę i całymi dniami rozpamiętuje swoje nieszczęście. Ale Gwen – podróżniczka w czasie mimo woli – musi wziąć się w garść, chociażby po to, żeby przeżyć. Nici intrygi z przeszłości także dziś splatają się w zabójczą sieć. Złowrogi hrabia de Saint Germain jest bliski swego celu: Gwendolyn musi stanąć do walki o prawdę, miłość i własne życie.” Źródło

Trudno jest mi się jakkolwiek wypowiedzieć się o tej książce, ponieważ mam do niej mieszane uczucia. Przesz parę dni musiałam się zastanawiać co w ogóle o niej napisać. Pierwsze dwie części podobały mi się, jednak nie zostały mi w pamięci i nie pamiętam co się w nich działo.
Styl, którym pisała autorka nie przypadł mi do gustu i lekko mnie irytował. Domyślam się, że pani Gier chciała pisać tak jak nastolatka i być przy tym cool, jednak było to naprawdę nieprzyjemne w czytaniu. Też paru rzeczy nie rozumiałam i gubiłam wątek.

Sam rozwój akcji mi się podobał, ponieważ odpowiedzi na niektóre pytania były dość zaskakujące, jak i dobrze przemyślane. Niestety początek był trochę przydługi i chciałam go jak najszybciej przewinąć. Ta część skupia się na rozwiązaniu zagadki, która jest nam zadana już od pierwszego tomu. W tle pojawiają się nowe pytania i obawy. Postać hrabi de Saint Germain, jest coraz bardziej mroczna i wiadomo, że nie można mu ufać. Gwendolyn musi działać na własną rękę z pomocą dziadka i swojej najlepszej przyjaciółki Leslie. Z czasem pojawiają się nowe osoby, które są chętne do pomocy.

źródło
Najbardziej irytowała mnie Gwen. Po zerwaniu z Giedonem była nie do zniesienia. Najchętniej bym ją udusiła. Też jej zachowanie było tak nieracjonalne i chyba nawet pięcioletnie dziecko by jej dorównywało w postępowaniu. Mogłabym poświęcić Gwendolyn cały referat pt: ”Jak dać się zabić na milion różnych sposobów według Gwendolyn Sheperd.”. Ta część nie owocowała w żadne nowe postacie warte uwagi. Były same postacie epizodyczne, które czasami wygłosiły tylko jedno zdanie.

Zakończenie było ciekawe, chociaż epilog bardzo niezrozumiały. Musiałam przeczytać go z dwa razy zanim załapałam o co chodzi. Rozwikłanie zagadki było niespodziewane i nie podejrzewałam, że tak może się to skończyć. Podsumowując, książka nie zaparła mi dechu w piersiach, ale też nie była 
straszna. Jeśli ktoś chce przeczytać zachęcam, ponieważ można przy tej pozycji spędzić miło czas.





Tytuł: Zieleń Szmaragdu
Autor: Kerstin Gier
Seria: Trylogia Czasu tom3
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 456
Ocena: 6/10
Autorka recenzji: Hayles

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz