Recenzja: "Grim Dziedzictwo światła" Gesa Schwartz

Udostępnij ten post

"Od czasu, gdy Mia i Grim pokonali potężnego Serafina minął już rok. Nieoczekiwanie świat znów staje na krawędzi zagłady. Paryżem wstrząsa seria brutalnych morderstw. Również Mia, którą dręczy wizja zmarłego brata, staje się celem ataku. Wspólnie z Grimem dziewczyna stara się odkryć, kto stoi za zabójstwami. Szybko okazuje się, że makabryczne zbrodnie są tylko preludium do czegoś o wiele bardziej przerażającego..."

Z wielkim żalem i ogromnym smutkiem muszę stwierdzić, że ta książka była beznadziejna. Nawet trudno jest mi opisać jak bardzo mnie ona zawiodła. Pierwsza część z tej trylogii była wspaniała, oczarowała mnie i zachwyciła do reszty. Z kolei po przeczytaniu drugiego tomu mogę spokojnie stwierdzić, że nie powinien on powstać. W dalszym ciągu tej recenzji postaram się wytłumaczyć dlaczego moja opinia jest tak, a nie inna, szczególnie dla fanów Grima.

Po pierwsze powieść bardzo ciężko się czytało, gdyż opisy po prostu przytłaczały. Do tego pojawiały się w nieodpowiednich momentach, na przykład podczas trudnej, napiętej sytuacji dany bohater potrafił zachwycać się otoczeniem, w którym się znajdował.

Następne co utrudniało spokojne i w skupieniu czytanie był to, że za dużo wydarzeń działo się na raz, co doprowadziło do takiej sytuacji, w której mało pamiętam z akcji toczącej się w książce (a uwierzcie mi, mam naprawdę dobrą pamięć).

Kolejnym punktem kumulującym moje nerwy był fakt nieustannego powtarzania się słowa welon. Tak może to trochę dziwne, ale przy każdej sposobności było ono wykorzystywane w takich porównaniach jak: niczym błękitny welon, pokryty był czarnym welonem, otulił go przeźroczysty welon.

Czwartym zarzutem wobec tej powieści jest, jak z wielką przykrością to zauważyłam, zmiana charakterów głównych bohaterów. Grim i Mia byli inni. Na pozór wydawali się tacy jak w poprzedniej części, jednak po większym zagłębieniu się w książkę, tak nie było. Grim stwarzał sobie, według mnie, po analizie pierwszego tomu, bezpodstawne problemy, a z kolei Mia, bez przerwy i z dużą przesadą, myślała o swoim bracie Jakubie. Również obie postacie zachowały się niemądrze w pewnej sytuacji (niestety nie powiem w jakiej, ponieważ nie chcę zdradzić szczegółów powieści).

Następnie warto zwrócić uwagę no to, że były dwa zdarzenia w książce, które nie zostały dokończone. Tu również ciężko jest mi cokolwiek więcej powiedzieć, gdyż nie chcę spoilerować.

Kolejną sprawą, która mi się nie spodobała był, ów fakt iż postacie w powieści używając magii powtarzały w kółko te same zaklęcia. Było ich cztery i naprzemiennie były używane, gdzie w pierwszej części było dużo różnorodnych zaklęć. Niby drobny fakt, a ma ogromny wpływ na obraz książki.

Ostatnim elementem, który zaniżył ocenę tej powieści było zakończenie. Nie podobało ono mi się i uważam, że powinno być inne.

Mam nadzieję, że dobrze wytłumaczyłam się z niskiej oceny tej książki. Jeśli ktoś się z którymś z fragmentów recenzji się nie zgadza, niech śmiało pisze w komentarzach z czym i dlaczego, a ja z miłą chęcią podyskutuję na ten temat :) Na koniec mogę jeszcze dodać, że bardzo obawiam się o trzecią i finałową część tej trylogii.

Tytuł: Grim. Dziedzictwo światła
Autor: Gesa Schwartz
Seria: Grim tom 2
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 693
Ocena: 3/10

Autorka recenzji: Alice

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz