Recenzja: "Anioły i Demony" Dan Brown

Udostępnij ten post

„Langdon zostaje pilnie wezwany do położonego koło Genewy centrum badań jądrowych CERN. Jego zadanie – zidentyfikować zagadkowy wzór wypalony na ciele zamordowanego fizyka. Langdon ze zdumieniem stwierdza , że jest to symbol tajemnego bractwa iluminatów – potężnej, aczkolwiek nieistniejącej od czterystu lat organizacji walczącej z Kościołem, do której należały najświetniejsze umysły Europy, chociażby Galileusz. Jak się okazuje, iluminaci przetrwali w ukryciu do czasów współczesnych i planują wendetę – wysadzenie Watykanu przy użyciu antymaterii wykradzionej z genewskiego laboratorium. Langdon i Vittoria Vetra, córka zamordowanego fizyka, mają zaledwie dobę, by odnaleźć utajnioną od XVI wieku siedzibę iluminatów i zapobiec niewyobrażalnej tragedii. Czy zdołają na czas rozszyfrować wskazówki zapisane w jedynym zachowanym w archiwach Świętego Miasta egzemplarzu legendarnego traktatu Galileusza? Jak zakończy się dramatyczny wyścig z czasem – po tajemnych kryptach i katakumbach, wyludnionych katedrach, tropem symboli iluminatów zakamuflowanych przed wiekami miejscach znanych każdemu mieszkańcowi Rzymu? Zagadka goni zagadkę, prowadząc do najbardziej nieoczekiwanego finału.”

Pewnie każdy z Was zna tytuł tej książki, a jak nie książki to filmu. Muszę przyznać filmu jeszcze nie widziałam, ale po przeczytaniu Aniołów i Demonów oglądnę go najprawdopodobniej dzisiejszego wieczoru. Nie wiedziałam czego się spodziewać po tej książce. Bałam się, że będzie za dużo naukowych odniesień i się pogubię, bo moją z chemią i fizyką na poziomie pierwszej gimnazjum dużo jeszcze nie wiem. Nic się na szczęście takiego nie stało, a jak było coś czego nie do końca rozumiałam, to od razu było to wytłumaczone. Akcja cały czas się toczyła i rozkręcała się z każdy rozdziałem. A było ich aż 137! Autor pisze w taki sposób, że nie czyta się, tylko pożera się książkę.

Prolog był króciutki. Miał niecałą jedną stronę. Był za to wypakowany po brzegi akcją. Od razu wciągnął mnie do następnych zdarzeń w książce. Oprócz tego na początku książki były napisane fakty, był też dopisek od autora, który mówił nam, że iluminaci naprawdę istnieli. Oczywiście były też podziękowania, ale też na początku były zamieszczone mapy Rzymu oraz Watykanu. Mogłam przez to patrzeć na wędrówkę Roberta Langdona i Vittorii Vetry.

Akcja Aniołów i Demonów jest niesamowita. Kiedy na początku Robert dowiaduje się o morderstwie i widzi dziwny znak n piersi naukowca nie może uwierzyć w to co widzi. Chociaż, kto by uwierzył? Znak bractwa, które nie istnieje od dobrych czterystu lat, zostaje wypalony na piersi pana Vetry. Kiedy przylatuje do Genewy spotyka się z szefem CERNu, Maximilianem Kohlerem oraz z córką Leonarda, Vittorią. Odkrywają, że antymateria została ukradziona. Później wraz z panną Vetrą udają się do Watykanu i dostają wiadomość, że czwórka kardynałów co godzinę będzie zabijana, a na samym końcu antymateria wybuchnie. Zaczynają odkrywać, że Ścieżka Oświecenia istnieje i, że legendy nie zawsze kłamią. Bardzo podobało mi się to, że historia była opowiadana w wielu miejscach jednocześnie. To oznacza, że jeden rozdział opowiadał o tym co się dzieje u Roberta i Vittorii, a następny co się dzieje u zabójcy.

Robert Langdon pracuje na uniwersytecie i wykłada tam symbolikę. Prowadzi zwyczajne życie profesora. Kiedy studiował był trenował pływanie. Jest bardzo zdziwiony kiedy rano dzwonią do niego CERNu. Był bardzo przyjemną postacią i z zadziwiającą szybkością łączył wszystkie fakty. Nie był zarozumiały mimo, że miał ogromną wiedzę.  Był też bardzo pomocny i miałam wrażenie, że pomiędzy nim, a córką naukowca rodzi się uczucie. Musicie się przekonać czy moje wrażenie miało miejsce w książce.

Vittoria Vetra jest córką naukowca Leonarda Vetry, który jednocześnie jest księdzem. Jest fizykiem oraz biologiem, która pracuje z ojcem w CERNie. To ona z Leonardem wymyśla antymaterie, a jednak to ojciec zostaje zamordowany. Vittoria jest bardzo sympatyczna i mądra. Ćwiczy też jogę przez to jest wysportowana. Też ją polubiłam, bo nie wymądrzała się, że stworzyła antymaterie. Nawet czuła się winna, że to zrobiła.
Ostatnie rozdziały były emocjonujące oraz mega wciągające. Ja już miałam swoje teorie kto zdradził Watykan i księży. Niestety bardzo się myliłam. Rozwiązanie zagadki było tak szokujące, że nie mogłam się otrząsnąć. Mam nadzieje, że zachęciłam Was do przeczytania Aniołów i Demonów.

Tytuł: Anioły i Demony
Autor: Dan Brown
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ilość stron: 560
Ocena: 10/10
Autorka recenzji: Hayles

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz